Tak jak w kinie

17/01/2013

zdjęcie

Nadarzyn.TV określiła ostatni mecz GLKS-u (rozegrany 12.01.2013, u siebie) „kolejnym Hitchcockiem”. No, cóż, nie da się ukryć, że nasi koszykarze potrafią trzymać widzów w napięciu do ostatnich sekund. Nikt jednak nie żałował nadszarpniętych „nerw”, obgryzionych paznokci i nadprogramowego wyrzutu kortyzolu, skoro ostatecznie mógł wznieść ręce do góry i wydać z siebie okrzyk radości.
Tak, tak – wygraliśmy z drużyną Mon-Pol Płock, zajmującą aktualnie 3. miejsce w ligowej tabeli. Przez całe trzy kwarty utrzymywaliśmy nad gośćmi bezpieczną przewagę, która w czwartej części spotkania dramatycznie stopniała, by dać naszym koszykarzom możliwość rozegrania w końcówce iście hollywoodzkiego happy-endu.
Mecz miał swoje niezapomniane momenty. Euforyczne – na przykład po celnych rzutach Michała Plaskoty i Jacka Rzepy w ostatnich sekundach pierwszej i drugiej kwarty. Dramatyczne (może bez nazwisk) – po chybionych podaniach, niepotrzebnych faulach, czy kiedy jeden z naszych podstawowych zawodników zwijał się z bólu na parkiecie i wyglądało, jakby złamał sobie to i owo.
Gdyby ten mecz był filmem, to tak wyobrażam sobie kluczową scenę: bliski kadr – piłka zatrzymana na obręczy, wykonująca spowolniony balans to na jedną, to na drugą stronę. Wpadnie czy wypadnie? Będą punkty czy zbiórka? I która drużyna przejmie wtedy piłkę? Zniekształcony dźwięk, szum, jakbyśmy byli pod wodą. Ujęcie na twarze kibiców, którzy – również w „slow-mo” – zaklinają piłkę wzrokiem: wpadnij, wpadnij! Miny zawodników, krople potu, sklejone kosmyki włosów, pulsujące żyły na skroniach. I powrót kamery na piłkę, która – tak! – z godnością osuwa się do kosza. I wtedy ryk publiczności, momentami przechodzący w pisk. I ten szał, ta radość, te zawiedzione, wściekłe twarze przeciwników! A oto autor rzutu – Marcin Herczyk – z ulgą i radością malującymi się na jego twarzy. Ale do końca nadal ponad minuta i jeszcze nie wszystko rozstrzygnięte w tym spotkaniu…
Końcowy rezultat ustalił się na 84:81. Zdobycze punktowe należały w większości do trzech wysokich graczy: Pawła Kilińskiego (24 punkty), Andrzeja Jankowskiego (22 punkty) i Marcina Ilcewicza (20 punktów). Coach Gembal starał się ukryć zadowolenie, ale nawet on się uśmiechał. Zbliżenie na unoszące się mimowolnie kąciki jego ust mogłoby być ostatnim kadrem naszego murowanego kandydata do Oskara.